Zrób Pan cegłę

Kolejny raz jestem na podwórku przedwojennej kamienicy usytuowanym między Sienną a Złotą. Zacieniony skwerek kryje jedną z wielu ciekawostek tej części Warszawy. To zachowany pomiędzy dwoma posesjami mur getta. Znów czytam treść tablic pamiątkowych. Jedna z nich upamiętnia postać Pana Mieczysława Jędruszczaka, który fragment muru pielęgnował i zadbał, by zachowała się o nim pamięć.

W oczy rzucają się małe ubytki po cegłach wywiezionych do amerykańskich muzeów. Obok wisi tablica z mapą kreślącą granice warszawskiego getta. Odnajduję na niej charakterystyczne wcięcie, w którym mieści się wspomniane podwórko. Jeszcze szybkie obejście najbliższej okolicy i rzut okiem na niepodpisane inne fragmenty muru. Nagle na jednym z nich, niskim, powstałym po rozebraniu granicznej ściany dostrzegam lekko obłupaną cegłę. Niby nic dziwnego, element składowy całej konstrukcji. Cegła jest jednak opatrzona inicjałami „K.G.”. Tyle razy kręciłem się w tym miejscu i jakoś wcześniej jej nie zauważyłem.

Kilka dni później  czytam coś o murach miejskich średniowiecznej Warszawy. Zastanawiam się jednocześnie nad tematem kolejnego wpisu. Do głowy przychodzą różne pomysły. Co chwilę wraca jednak ta jedna cegła z inicjałami „K.G.”. Chyba ktoś mnie wyręczył w podjęciu decyzji.

granzowareklama

W 1863 r. Kazimierz Granzow – trzydziestojednoletni majster murarski pochodzenia niemieckiego – nabywa od rodziny Olędzkich 63-hektarowy teren we wsi Kawenczyn (nazwa pisana wówczas przez „en”). Zakup kawęczyńskich włości jest elementem przemyślanego planu. Po pierwsze ziemie te zasobne są w wysokiej jakości glinę. Po drugie działa już linia kolei petersburskiej. Wkrótce zbudowany zostanie most Kierbedzia i zacznie funkcjonować linia kolei terespolskiej i obwodowej. Taka lokalizacja dobrze rokuje i idealnie wpisuje się w ideę budowy nowoczesnej cegielni produkującej budulec, na który na pewno będzie popyt w ciągle przecież rozbudowującej się XIX-wiecznej stolicy.

 

Intuicja nie zawodzi świeżo upieczonego przemysłowca. Wkrótce po sprowadzeniu nowoczesnych maszyn i zatrudnieniu kilkudziesięciu robotników cegielnia Granzowa staje się jednym z największych zakładów produkujących cegłę nie tylko w pobliżu Warszawy ale w całym Królestwie Polskim. Każdego dnia fabrykę opuszczają platformy konne po brzegi wypełnione towarem. Cegielnia oferuje bardzo duży wybór produktów. Od zwykłej cegły budowlanej, przez maszynową, ogniotrwałą po różnokolorową licówkę. Poza tym w ofercie kawęczyńskich zakładów znajdują się także inne wyroby ceramiczne takie jak wysokiej jakości dachówki, czy rury kamionkowe.

To właśnie legendarna jakość materiałów pochodzących z Kawęczyńskich Zakładów Ceramicznych jest przyczyną niebywałego sukcesu Kazimierza Granzowa. Jego cegły miały najlepszą wytrzymałość na nacisk w czasach, gdy w prasie pojawiały się informacje o katastrofach budowlanych, będących efektem zastosowania niskiej jakości budulca. Kawęczyńskie zakłady 12 razy zdobywały złoty medal na międzynarodowych wystawach, a cegły z nich pochodzące były wykorzystywane w największych inwestycjach budowlanych przełomu wieków. Produkty cegielni Granzowa wykorzystano przy budowie kanałów Lindleyowskich, gmachu Teatru Wielkiego i Wielkiej Synagogi na Tłomackiem. Trudno o lepszą reklamę.

warszawa.gazeta.pl

Z pewnością rodzimy budulec posłużył także Granzowowi do budowy własnej kamienicy przy ulicy Królewskiej. Czteropiętrowa budowla projektu Witolda Lanciego położona w najbliższym sąsiedztwie gmachu giełdy miała swoim przepychem przyćmić najpiękniejszy pałac ówczesnej Warszawy należący do bankiera Leopolda Kronenberga. Sam właściciel zamieszkał w luksusowym apartamencie, ale w samej kamienicy znalazło się również miejsce na inne (skromniejsze) mieszkania przeznaczone pod wynajem.

W Kawęczynie Granzow skupił się na zorganizowaniu wzorcowego osiedla robotniczego. W bezpośrednim sąsiedztwie cegielni powstało kilkanaście piętrowych domów. Wybudowano pawilony handlowe mieszczące sklepy oraz pralnię. W odrębnych budynkach powołano do życia szkołę dla dzieci i czytelnię. Na terenie zakładu postawiono budynek administracyjny według pomysłu samego właściciela. To właśnie tzw. grancówka miała stać się celem mojej kolejnej wycieczki.

IMG_1080

Ślęczę nad książką o zamierzchłych „wiekach ciemnych”, a myśli zaprząta mi wciąż ta znaleziona na Złotej cegła. Dawno temu czytałem o „grancówce”, ale jakoś nie złożyło się dotąd zobaczyć jej na własne oczy. Z doniesień prasowych wiem, że prawdopodobnie to ostatnie chwile budynku. Zapada decyzja. Przypomnę sobie historię willi, a jutro na spokojnie pojadę w to miejsce z aparatem fotograficznym. Godzinę później jestem już w Rembertowie (tak, dawny Kawęczyn od lat 50-tych znajduje się w granicach Warszawy).

IMG_1123

Siedziba ceglanego imperium Granzowa przedstawia obraz nędzy i rozpaczy. Willa otoczona jest niskim murem. Do środka łatwo się jednak dostać przez liczne wyłomy i szczeliny. Na szczęście bezpośrednie otoczenie pałacyku zostało wykarczowane. Gdyby nie to, pewnie nie byłbym w stanie zrobić zdjęcia, bo cały dom zatopiony był w zieleni.

IMG_1082

Obchodzę go z każdej strony, uważnie obserwując ruinę. Ściany jeszcze stoją, ale zawdzięczają to chyba jakiejś magicznej sile. Wszędzie piętrzą się zwaliska gruzów. Robię zdjęcie jednej z cegieł oznaczonej inicjałami właściciela. Wchodzę do środka. Ściany pokryte są łuskami odpadającej warstwy farby. Na niektórych zachowały się jeszcze ceramiczne, ozdobne kafelki. W miejscach, w których odpadły, widoczne są symbole zakładu odciśnięte w warstwie zaprawy klejowej. Willa jest kompletnie pozbawiona dachu. Nie czuję się pewnie w środku. Nie chciałbym,żeby los akurat w tym momencie wystawił na próbę legendarną wytrzymałość kawęczyńskich cegieł. Muszę jednak przyznać, że mimo upływu ponad stu lat kolorowy klinkier wygląda jakby niedawno wyjechał z fabryki. Wychodzę na zewnątrz i robię kilka zdjęć dwóch budynków mieszkalnych z czasów cegielni.

IMG_1100

„Grancówka” została wybudowana ok. 1895 r. Poza funkcją administracyjną miała sama w sobie stanowić rodzaj reklamy, być przeglądem możliwości produkcyjnej kawęczyńskiej cegielni. Mury wzniesiono w oparciu o różne gatunki cegły. Zastosowano najwyższej jakości dachówkę,  ceramiczne przewody kominowe i wentylacyjne. Fasadę wyłożono kolorową cegłą oblicową.

granzowka

Budynek pomimo zbombardowania pobliskiej cegielni przetrwał II wojnę światową. Kolejno w jego murach mieściły się szkoła, przedszkole, szkolny ośrodek socjoterapii. Już w czasach PRL wymagał gruntownego remontu, którego szacunkowy koszt rósł z każdym rokiem. W latach 80. XX w. wskutek bliskości torów kolejowych zaczęły pękać ściany willi. W tamtym czasie swój ośrodek chciał tu założyć Monar, ale spotkało się to z silnym oporem mieszkańców i do realizacji  projektu nie doszło. „Grancówka” zmieniała kolejno swoich właścicieli (po 1989 r. powróciła krótko na własność Zakładów Cegielnianych Kazimierza Granzowa SA). Pomimo że budynek wpisano do rejestru zabytków, jego stan z roku na rok się pogarszał. W 2000 r. zawalił się dach, w 2004 r. runęła strzelista wieżyczka. Były propozycje sprzedaży willi miastu, ale to już chyba dawno spisało ją na straty. Naziemną pamiątką imperium Granzowa są liczne warszawskie kamienice, których mury powstawały z cegieł z jego zakładu. Prawdziwe królestwo znajduje się pod ziemią, gdzie ciągle funkcjonują Lindleyowskie burzowce. Sam Kazimierz Granzow spoczywa na cmentarzu ewangelicko-augsburskim.

4 komentarze

  1. Magda napisał(a):

    Też się tam kiedyś wybrałam na wycieczkę. Niestety wtedy wszystko było zarośnięte i właściwie nie dało się nic zobaczyć. Piękna architektura! Szkoda budynku…

  2. n. napisał(a):

    „Godzinę później jestem już w Rembertowie (tak, teraz te tereny znajdują się w granicach Warszawy)” – w granicach Warszawy Rembertów jest od 1957 roku :).

    • admin napisał(a):

      Oczywiście, że tak. Moją intencją nie było podkreślanie, że Rembertów został przyłączony do Warszawy pół roku temu. Jeśli to zdanie może być jakoś negatywnie odebrane to przepraszam mieszkańców Rembertowa. Chodziło mi o pokazaniem, że w czasach kiedy Kazimierz Granzow budował swoją cegielnię były to tereny folwarku Kawęczyn, znajdującego się poza Warszawą. Może rzeczywiście wyszło koślawo, ale intencja była zgoła inna:)

  3. sylwia napisał(a):

    świetny text :) rewelacja się czytało

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *