Nowoczesna duchowość na Karolkowej

Ten kościół Jerzy Kasprzycki w swoich „Warszawskich pożegnaniach” określił jako udane połączenie nowoczesności i sacrum w architekturze. Nie sposób nie zgodzić się z autorem. Stosunkowo prosta, modernistyczna bryła i surowe wnętrza nie pozbawiają nas wrażenia wzniosłości i duchowości tego miejsca. Mowa oczywiście o kościele pw. św. Klemensa Hofbauera znajdującego się przy ul. Karolkowej 49 na Woli. Właśnie przy historycznym trakcie stanowiącym granicę między rolami Warszawy i wsi Wielka Wola postanowili redemptoryści w latach 30. XX w. wystawić swoją świątynię. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie ofiarność rodziny Biernackich,  dawnych właścicieli Wielkiej Woli i Czystego. To oni podarowali plac pod budowę kościoła. Z kronikarskiego obowiązku nadmienię tylko, że w  XVIII w. tereny te należały do bankiera Karola Schultza, co znalazło swój wyraz w nazwie ulicy.

Fotopolska_442760

Zgromadzenie Najświętszego Odkupiciela zostało założone w 1732 r. przez św. Alfonsa Liguori w miejscowości Scala koło Neapolu. Jak redemptoryści trafili do Polski? Dziś pierwsze skojarzenie, jakie przychodzi nam na myśl, gdy słyszymy potoczną nazwę zakonu prowadzi do osoby Tadeusza Rydzyka, założyciela Radia Maryja i Telewizji Trwam. Tu ciekawostka. Ksiądz Rydzyk jest laureatem prestiżowej nagrody im. Jana Kulentego, którą został uhonorowany na XIX Międzynarodowym Festiwalu Filmów Katolickich Niepokalanów 2004 r. Podczas tego festiwalu nagrodę „Multimedia w Służbie Ewangelii” otrzymał również Mel Gibson. Jest więc ojciec celebrytą nie tylko w skali naszego kraju. Mimo to sprowadzenie redemptorystów do Polski nie jest jego zasługą. Stało się to zanim ktokolwiek usłyszał o toruńskiej rozgłośni radiowej.

Fotopolska_85424

Wszystko zaczęło się w 1787 r., kiedy Klemens Hofbauer, redemptorysta czeskiego pochodzenia, został wysłany do Warszawy z misją utworzenia nowej placówki zakonu. To właśnie on jest patronem wolskiego kościoła (ale również piekarzy i jednym z kilku patronów stolicy). Ojciec Hofbauer swoją działalność rozpoczął przy kościele św. Benona na Nowym Mieście. Była to świątynia wzniesiona wiek wcześniej przez społeczność niemiecką i to na niej początkowo skoncentrował swoją posługę duszpasterską. Szybko jednak sława zaangażowanego w działalność społeczną duchownego wyszła poza mury kościoła, a jego nauka zaczęła trafiać do mieszkańców Warszawy. W okresie największej popularności Klemensa Dworzaka (bo tak też się go nazywa) wierni w czasie nabożeństwa nie byli w stanie pomieścić się w małym kościółku. Wylewali się poza jego mury, okupując teren przykościelnego cmentarza i zalewając ulicę Pieszą. Przy świątyni św. Benona powołano do życia sierocińce dla dziewcząt i chłopców oraz bezpłatne szkoły zawodowe. Redemptoryści pomagali również warszawskim prostytutkom w nawróceniu z drogi zła i występku. Święty Klemens (został beatyfikowany w 1904 r.) przysłużył się ludności Warszawy podczas powstania kościuszkowskiego. Zorganizował wtedy, po krwawej rzezi, którą Pradze zgotował gen. Suworow, pomoc dla dzieci ofiar.  Działalność księdza została jednak brutalnie przerwana w 1808 r., kiedy zgromadzenie zostało wygnane z obszaru Księstwa Warszawskiego wskutek bezpodstawnego oskarżenia o szpiegostwo na rzecz Prus. Pomnik poświęcony o. Klemensowi znajduje się koło kościoła sakramentek na rynku Nowego Miasta.

Fotopolska_85256 Fotopolska_442054

 

 

 

 

 

 

Zgromadzenie zakonne powróciło na ziemie polskie dopiero na początku XX w. Powrót zawdzięcza energicznej działalności innego redemptorysty − ojca Bernarda Łubieńskiego, którego grób zlokalizowany jest właśnie w kościele przy Karolkowej (prochy duchownego zostały przeniesione z cmentarza Wolskiego w 1982 r.).

IMG_4256

Powróćmy jednak do kościoła św. Klemensa Dworzaka. W 1909 r. powołano do życia Prowincję Warszawską zakonu. Początkowo ojciec Łubieński pracował wraz z innymi członkami zgromadzenia w kościele św. Zbawiciela, potem w kościele św. Stanisława Biskupa i Męczennika na Woli, by w 1926 r. osiąść w nowo wybudowanym klasztorze przy ul. Karolkowej. Gmach klasztorny zaprojektował nie byle kto, bo sam mistrz Stefan Szyller (autor m.in. projektu gmachu głównego Politechniki Warszawskiej). To właśnie na placu sprezentowanym przez Biernackich, w sąsiedztwie budynku klasztornego miała stanąć wspomniana wcześniej świątynia.

IMG_4255

Projekt kościoła powierzono młodemu i ambitnemu architektowi Stanisławowi Marzyńskiemu. To była pierwsza w jego karierze poważna realizacja, co nie znaczy że był zupełnym żółtodziobem. Jeszcze na studiach pomagał prof. Kazimierzowi Skórewiczowi w pracach konserwatorskich prowadzonych na Zamku Królewskim. Brał także udział w licznych konkursach architektonicznych. Za projekt pomnika Zjednoczenia Ziem Polskich, który miał stanąć w Gdyni, dostał nawet I miejsce i wysoką nagrodę pieniężną. Do realizacji projektu nigdy jednak nie doszło. Sława architekta odpowiedzialnego za powojenną odbudowę warszawskich kościołów dopiero miała nadejść.

IMG_4257

Kamień węgielny pod budowę kościoła św. Klemensa Dworzaka został poświęcony w 1931 r., a już w 1933 r. świątynia była konsekrowana przez kard. Aleksandra Kakowskiego. Powstał bardzo nowoczesny gmach. Przy jego projektowaniu Marzyński inspirował się francuskim konstruktywizmem, czyli prądem w architekturze który, w największym uproszczeniu, charakteryzuje się podkreśleniem cech konstrukcyjnych obiektu, które poprzez logiczne i celne zastosowanie oraz wyeksponowanie same w sobie decydują o jego wartości estetycznej. Kościół redemptorystów zaprojektowany został na planie krzyża łacińskiego w układzie bazylikowym. Do budowy murów wykorzystano cegłę, jednak zarówno stropy, jak i filary wewnątrz kościoła wykonano z żelbetu, dzięki czemu mogła powstać optycznie lekka konstrukcja z charakterystycznymi kasetonami.

IMG_4262

Surowe wnętrze kościoła robi wrażenie również dzisiaj. Jednak ostateczny wygląd świątyni różni się nieco od wizji, którą architekt przedstawił w projekcie. Kościół wznoszony był wyłącznie za fundusze zgromadzone przez redemptorystów. Na każdym kroku musiał więc Marzyński szukać oszczędności i niejednokrotnie zmuszony był iść na kompromis. Trzeba też pamiętać, że w czasie powstania warszawskiego świątynia została podpalona przez Niemców. Spłonął jej dach. Na szczęście zachowała się żelbetowa konstrukcja, co umożliwiło sprawną odbudowę w nieco zmienionej formie. Powstanie warszawskie to także wyjątkowo tragiczny czas dla mieszkańców Woli. 6 sierpnia 1944 r. dokonano tu egzekucji 30 księży, o czym informuje zainstalowana na ścianie kościoła tablica Tchorka. Podaje ona zbliżoną ich liczbę, co znajduje potwierdzenie w źródłach (w różnych źródłach podawana jest inna liczba zamordowanych duchownych, zbliżona do 30). 5 sierpnia 2000 r. poświęcono również znajdujący się na kościelnym dziedzińcu Plac Męczenników Warszawskiej Woli upamiętniający 50 tys. zamordowanych w pierwszych dniach powstania cywilów. Oprócz granitowego krzyża na zainstalowanych na murze tablicach wyryto adresy kamienic i nazwiska ofiar.

IMG_4269

Po wojnie kościół został odbudowany. „Ocieplono” też trochę jego wnętrze za pomocą rozmaitych zabiegów artystycznych (np. malowidła prezbiterium autorstwa Edwardy Przeorskiej, witraże instalowane sukcesywnie od lat 80. XX w.). Jednak moim zdaniem największą zaletą świątyni jest właśnie modernistyczna surowość konstrukcji, która przede wszystkim powinna być w niej eksponowana. Gdyby do tego dodać przemyślane oświetlenie wnętrz, efekt mógłby być niesamowity. Będąc w okolicy, na pewno warto przestąpić mury kościoła redemptorystów z Karolkowej.


View Larger Map

 

 

 

One comment

  1. Łukasz napisał(a):

    Dzięki za tego posta, piękna architektura i ciekawe informacje o mało znanym obiekcie. Niestety „surowość” nie jest zbyt u nas ceniona, choć w tym wypadku barwne witraże mimo wszystko nie szpecą. Najbardziej mi chyba szkoda tej niesamowitej posadzki w kratę, obecna jest nijaka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *