Ciasne ale własne, czyli mój jest ten kawałek podłogi

Ponieważ robi się coraz cieplej i jest coraz więcej słońca nad naszymi głowami, w mojej narodził się ostatnio pomysł, żeby napisać o takim miejscu, w którym można pooddychać historią i świeżym powietrzem zarazem. Długo nie musiałem się zastanawiać. Stare Bielany to idealne miejsce na nieśpieszny, wiosenny spacer. Urokliwe wąskie uliczki, piękne wille w stylu dworkowym, zabytkowe latarnie i ten klimat zatopionego w zieleni małego miasteczka. W zasadzie można by na tym poprzestać, bo nie trzeba zgłębiać historii tego miejsca, by dać się ponieść jego urokowi. Jednak jeszcze ciekawiej robi się, gdy tę historię poznamy. Z takim planem przystąpiłem do realizacji wpisu.

SONY DSC

Miałem zacząć od osiedla „Zdobycz Robotnicza”, które zainicjowało zabudowę mieszkaniową tych terenów. Plan ułożony w głowie, aparat przygotowany. Wystarczyło udać się na miejsce i zrobić kilka zdjęć. Warszawa jednak jeszcze raz mnie zaskoczyła i wydarzyło się coś, przez co wpis muszę zacząć od innego tematu. Będą nim bielańskie drewniaki – o których i tak miałem napisać w dalszej kolejności – bo to od nich zaczynam zawsze spacer po Starych Bielanach. Nie inaczej było tym razem.

budowa_osiedla_zdobycz_robotnicza

Od razu udałem się na Szaflarską. Bardzo lubię tę kameralną uliczkę i stojące przy niej drewniaki, a zwłaszcza ten pod numerem piątym. Rzadko można zobaczyć modernizm w drewnianym wydaniu. Domek jest też wyjątkowy, bo poza czystą kosmetyką nie dokonano w nim praktycznie żadnych zmian od czasów jego budowy. I tu zdziwienie. Robiąc zdjęcia, zauważyłem rozrzucone dokoła materiały budowlane. Szybko jednak spostrzegł mnie kręcący się wokół domu majster. Wywiązała się między nami rozmowa, podczas której dowiedziałem się, że dom będzie odnawiany z zachowaniem zabytkowego charakteru, bo taka jest wola właścicieli.

SONY DSC

W międzyczasie na teren „budowy” przyjechał właściciel domu. Człowiek ten okazał się szalenie sympatyczny i widząc, że interesuje mnie historia jego domu, trochę mi o nim opowiedział. Zanim jednak o samym budynku, kilka informacji historycznych dla przybliżenia tematu.

Przede wszystkim Stare Bielany nie są znowu takie stare, jeśli za punkt odniesienia przyjmiemy dzieje miasta. Ich początek to lata dwudzieste XX w. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości Skarb Państwa stał się dysponentem rozległych terenów po dawnych poligonach. Dziś trudno to sobie wyobrazić, ale w tamtych czasach Bielany były wydmową pustynią porośniętą gdzieniegdzie charakterystyczną dla terenów Mazowsza sosną. Znane były wyłącznie z pokamedulskich zabudowań klasztornych i kościoła (który mieści się w lasku bielańskim, na terenie Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego). To od białych habitów braci zakonnych wzięły Bielany swoją nazwę.

PIC_1-U-7039-2

Właśnie pod koniec lat dwudziestych XX w. pojawiają się pierwsze inicjatywy budowlane takie jak „Zdobycz Robotnicza”, o której była już mowa. Rozwój dzielnicy wiąże się też z budową w tym czasie kompleksu Centralnego Instytutu Wychowania Fizycznego (obecna AWF) przy ul. Marymonckiej. Pierwsza spółdzielnia mieszkaniowa szybko bankrutuje. „Zdobycz” buduje zbyt bogato jak na czasy kryzysu i wpada w pułapkę kredytową. W późniejszym okresie na scenę budowlaną Bielan wkraczają inne spółdzielnie zrzeszające pracowników rożnych branż, które budują już z większym powodzeniem. Kryzys sprawia, że coraz częściej mówi się o alternatywnych metodach budowy mieszkań.

tani dom własny 1932

W 1932 r. na polach bielańskich zorganizowana zostaje wystawa „Tani dom własny”.  Młodzi i pomysłowi architekci przedstawiają na niej projekty małych, drewnianych domków. Ich zaletą ma być przede wszystkim cena. Chodzi o to, by przeciętną rodzinę stać było na mieszkanie i kawałek ogródka. Z ziemią nie ma problemu, ponieważ Skarb Państwa oddaje parcele praktycznie za bezcen. Bielany są wówczas słabo skomunikowane i znajdują się na kompletnym odludziu, z dala od Żoliborza i jeszcze dalej od Śródmieścia. Niską cenę można uzyskać, stosując najtańsze w tym czasie materiały, czyli drewno. Wystawa staje się przy okazji dobrą reklamą polskiego przemysłu tartacznego. Po jej zakończeniu istnieje możliwość zakupu prezentowanych na niej domków i wiele osób decyduje się na takie rozwiązanie (ceny są naprawdę konkurencyjne). Później w okolicy powstanie wiele podobnych domków budowanych według wzorów wystawowych. Możemy nadal je podziwiać, chociaż większość z nich została przebudowana i straciła pierwotny wygląd. To była wada taniego budowania. Okazywało się, że po zakupie trzeba było dokonywać szeregu dodatkowych modyfikacji, co sprawiało, że ceny inwestycji rosły.

tani dom

 

wystawa_tani_dom_własny_1932_mościcki_4_z_lewej

PIC_1-U-8483-3

Podobna jest historia domu przy ul. Szaflarskiej 5. Od jego właściciela dowiedziałem się, że jak wiele podobnych w okolicy został zaprojektowany przez znanego architekta Romualda Millera (autora m.in. projektu gmachu Związku Zawodowego Kolejarzy na Powiślu, w którym obecnie mieści się teatr Ateneum). Miller na wystawę przygotował dwa projekty domków. Ten większy został wybrany do realizacji przez dziadków właściciela. Dom w całości zbudowany jest z drewna. Za ściany posłużyły zbite ze sobą kantówki obite papą, a na to przybito drewniane deski. Właściciel pokazał mi miejsce, gdzie w trakcie remontu odkryto takie kantówki. Mogłem na własne oczy przekonać się, że to prawda. Krótko opowiedział mi historię rodziny i pozwolił zrobić kilka zdjęć również na posesji.

SONY DSC

SONY DSC

Niestety bardzo się spieszył i nie udało się nam zbyt wiele porozmawiać. Powiedział, że na temat tego domu pojawił się artykuł w Gazecie Wyborczej napisany przez Jerzego S. Majewskiego i  że bez trudu można go odnaleźć w internecie. Podziękowałem za rozmowę i obiecałem, że pojawię się po wakacjach zobaczyć efekty remontu. Od tego czasu chodziło mi po głowie nazwisko Lipszyc i twarz właściciela. Byłem przekonany, że już go kiedyś widziałem. O zakresie swojej ignorancji mogłem się przekonać dopiero po powrocie do domu. Okazało się, że ten miły człowiek to znany dziennikarz Jan Bazyl Lipszyc. Po posesji, w towarzystwie kotów, kręcił się starszy Pan i oceniał stan prac remontowych. To z kolei Tadeusz Lipszyc, również dziennikarz, syn Aldony i Samuela Lipszyców, dla których domek został zbudowany. Historia rodziny jest niezmiernie ciekawa. Odsyłam do lektury artykułu Pana Majewskiego w GW (link na końcu).

SONY DSC

Kiedy Pan Jan Lipszyc się oddalił, porozmawiałem jeszcze chwilkę z majstrem odpowiedzialnym za remont budynku. Dowiedziałem się, że na czas remontu mieszka on w aneksie od strony ogródka. Byłem ciekawy, jak w praktyce żyje się w takim domu. Potwierdził opinie, z którymi spotkałem się już kiedyś, czytając o historii bielańskich budynków wystawowych. Cienkie ściany sprawiają, że mieszkanko trudno jest ogrzać w okresie zimowym, znowu latem drewno szybko się nagrzewa i trzeba spać z otwartymi oknami. Nie dziwi więc fakt, że mieszkańcy okolicznych domków podjęli decyzję o ich ociepleniu i otynkowaniu. Niestety domki zatraciły przez to swój pierwotny wygląd.

SONY DSC

SONY DSC

Majster w ogóle nie był przekonany co do przedwojennego eksperymentu budowlanego. Powiedział, że drzwi wejściowe są za wąskie i wszystkie większe rzeczy trzeba wnosić albo w częściach albo wciągać przez okna. Domek Lipszyców i tak jest w lepszej sytuacji niż inne domki Millera, bo dzięki zaradności Pani Aldony (pierwszej właścicielki – babci Pana Jana) przedsionek został poszerzony w stosunku do projektu.

Dowiedziałem się ponadto, że budynek nie posiada fundamentów stawianych na wylewanych z cementu ławach. Podmurówka skonstruowana jest z cegieł, układanych bezpośrednio na piaszczystym podłożu.

Majster miał także wątpliwości a propos koloru drewnianej boazerii, którą dom ma być obity z zewnątrz. Pokazał mi malowane na próbę deski. Moim zdaniem Pan Jan podjął słuszną decyzję, gdyż wybrany przez niego kolor jest najbardziej zbliżony do oryginału. Z pewnością odwiedzę to miejsce za jakiś czas, żeby zobaczyć efekt końcowy remontu. Obiecuję też wrzucić na bloga stosowne zdjęcia.

SONY DSC

Strasznie się rozpisałem, a chciałbym w kolejnym wpisie opowiedzieć o tym, co spotkało mnie na ulicy Cegłowskiej, gdzie również można oglądać ciekawy drewniany zabytek. Zanim pojawi się kolejny wpis, zachęcam do weekendowego spaceru po Starych Bielanach. To magiczne miejsce.

http://m.warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,106541,10424568,Polski_los_rodziny_Lipszycow__Pierwszy_dom_na_Bielanach.html

SONY DSC

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *